Relacje z wypraw

I tak, już w sobotę rano płynęliśmy katamaranem wprost na „Majorkę Północy”. Na statku troszkę nas pobujało, powodem była wyjątkowo wietrzna pogoda. Na szczęście pod koniec rejsu, wiatr ustąpił i wszystko się uspokoiło. Gdy tylko dobiliśmy do portu, naszą uwagę przykuła wspaniała architektura. Niskie kolorowe domki, wąskie uliczki. Co bardzo pozytywnie zaskakujące, nigdzie nie było porozrzucanych śmieci. Mówi się, że Dania to bardzo czyste miejsce, podobno jak w większości krajów Północy. Miło byłoby gdyby takie zwyczaje przenieść do Polski. Oczarowani spokojem i wyglądem miasta Nexo, wsiedliśmy do autokaru by wyruszyć na wielkie zwiedzanie wyspy. Pierwszym Punktem programu było Gudhjem, miasteczko słynące między innymi z pysznych karmelków i wędzonych ryb. Prowadzeni wspaniałym zapachem trafiliśmy do jednej z bardziej popularnych w tamtych okolicach starej wędzarni. Ryby były świetne! Zarówno wędzona makrela, jak i solone śledzie. Czas nas jednak gonił i trzeba było wracać z powrotem do autobusu. Kolejnym punktem wycieczki były ruiny zamku Hammershus, miejsce ciekawe pod względem swojej historii. Przeszło naprawdę sporo i pewnie dlatego też, niewiele po nim zostało. Ruiny otoczone były pagórkami na których wypasały się owce. Zielona trawa, liściaste lasy i młode owieczki pilnowane przez swoich rodziców przyciągnęły obiektyw aparatu na znacznie dłużej od resztek zamczyska. Po zwiedzaniu, krótka przerwa i znowu w drogę. W trasie przemykały nam małe domy, z których zgodnie z tradycją większość miała swoje nazwy. Kiedyś gdy budynki nie miały numerów, dzięki tym „imionom” listonosz wiedział gdzie dostarczyć przesyłkę. Obejrzeliśmy także rotundowy kościółek, ale szczególnie zainteresował nas znajdujący się przy nim cmentarz. Miejsce zupełnie inne od tych znanych w naszym kraju. Spokojne, ciche ale jakby mniej pesymistyczne. Ładne ścieżki, roślinność, wszystko nieco minimalistyczne, prawie jak w jakimś parku. Wracając powrotem do Nexo, oglądaliśmy bornholmskie lasy i pola. Wszystko prezentuje się trochę jak w jakimś sielskim filmie. Naszą ostatnią godzinę, tak zwanego czasu wolnego spędziliśmy zwiedzając miasto portowe, robiąc zdjęcia, była sobota i zgodnie ze zwyczajami tu panującymi mało kto pracował. Miejsce było więc spokojne i prawie puste. Większość spotykanych przez nas osób była turystami. Wyspa zaskoczyła nas swoim specyficznym klimatem. Nie znajdziemy tu wieżowców i innych oznak najnowocześniejszej urbanizacji. I to jest piękne!

 

Świetna relacja!